RECENZJA: Legion - Brandon Sanderson
16:40
AUTOR: Brandon Sanderson
TYTUL
ORYGINALU: Legion
CYKL: Legion #1-2
STRON: 208
WYDAWNICTWO:
Mag
DATA WYDANIA: 15 marca 2017
GATUNEK: Fantastyka
NARRACJA: trzecioosobowa
BOHATER: Stephen Leeds
CZAS CZYTANIA: 1 dzień
MOJA OCENA: ★★★★★★★★☆☆
PIERWSZE ZDANIE:
„Nazywam się Stephen Leeds i
jestem całkowicie zdrowy na umyśle.”
OPIS:
Stephen Leeds jest całkowicie zdrowy na umyśle.
To jego halucynacje są szalone.
Stephen jest geniuszem o niezrównanych zdolnościach, który w ciągu zaledwie kilku godzin może opanować dowolną umiejętność, zawód lub dziedzinę sztuki. Niestety, by pomieścić całą tę wiedzę, jego umysł tworzy wyobrażonych ludzi – Stephen nazywa ich aspektami – by zachować i uzewnętrzniać wszystkie informacje. Dokądkolwiek Stephen się udaje, towarzyszy mu drużyna wyobrażonych ekspertów, która udziela rad, interpretuje i objaśnia. Wykorzystuje ich do rozwiązywania problemów... nie za darmo.
Ale jego umysł robi się nieco zatłoczony, a aspekty mają tendencję do życia własnym życiem. Kiedy pewna firma wynajmuje go do odzyskania skradzionego sprzętu – aparatu, który może rzekomo robić zdjęcia przeszłości – Stephen pakuje się w przygodę, która zmusi go do udania się na drugi koniec świata i walki z terrorystami. To, co odkryje, może podważyć fundamenty trzech najważniejszych światowych religii – i, być może, dać mu niezwykle ważną wskazówkę co do prawdziwej natury jego aspektów.
Stephen jest geniuszem o niezrównanych zdolnościach, który w ciągu zaledwie kilku godzin może opanować dowolną umiejętność, zawód lub dziedzinę sztuki. Niestety, by pomieścić całą tę wiedzę, jego umysł tworzy wyobrażonych ludzi – Stephen nazywa ich aspektami – by zachować i uzewnętrzniać wszystkie informacje. Dokądkolwiek Stephen się udaje, towarzyszy mu drużyna wyobrażonych ekspertów, która udziela rad, interpretuje i objaśnia. Wykorzystuje ich do rozwiązywania problemów... nie za darmo.
Ale jego umysł robi się nieco zatłoczony, a aspekty mają tendencję do życia własnym życiem. Kiedy pewna firma wynajmuje go do odzyskania skradzionego sprzętu – aparatu, który może rzekomo robić zdjęcia przeszłości – Stephen pakuje się w przygodę, która zmusi go do udania się na drugi koniec świata i walki z terrorystami. To, co odkryje, może podważyć fundamenty trzech najważniejszych światowych religii – i, być może, dać mu niezwykle ważną wskazówkę co do prawdziwej natury jego aspektów.
RECENZJA:
Stephen Leeds jest detektywem do wynajęcia. Zyskał niezbyt przychylną reputację szalonego geniusza i przydomek ‘Legion’ przez wzgląd na swoje szczególne zdolności. Stephen miewa halucynacje, a dokładnie ma ich czterdzieści siedem. Aby przyswoić sobie zdobyte informacje z różnych dziedzin nauki, sztuki czy techniki, wyobraża sobie konkretnych ekspertów, których nazywa aspektami. Doradzają Stephenowi podczas prowadzenia śledztw. Nagle mężczyzna dostaje nowe, dziwne zlecenie. Musi znaleźć skradziony aparat, który robi zdjęcia przeszłości.
Stephen Leeds jest detektywem do wynajęcia. Zyskał niezbyt przychylną reputację szalonego geniusza i przydomek ‘Legion’ przez wzgląd na swoje szczególne zdolności. Stephen miewa halucynacje, a dokładnie ma ich czterdzieści siedem. Aby przyswoić sobie zdobyte informacje z różnych dziedzin nauki, sztuki czy techniki, wyobraża sobie konkretnych ekspertów, których nazywa aspektami. Doradzają Stephenowi podczas prowadzenia śledztw. Nagle mężczyzna dostaje nowe, dziwne zlecenie. Musi znaleźć skradziony aparat, który robi zdjęcia przeszłości.
Jak zawsze w przypadku
powieści Sandersona, „Legion” może
poszczycić się nietuzinkową fabułą. Stephen nie ma łatwego życia, bo musi
dzielić je z hordą niezrównoważonych aspektów. A trzeba przyznać, ze jest to kosztowne i stresujące,
bo są wymagający i kapryśni. Każdy musi mieć swój pokój w domu, miejsce w
samolocie, a co więcej ich życie osobiste zaskakuję samego Stephena. Jak tu nie
oszaleć? Na domiar złego, każdy z aspektów razem z umiejętnościami dostał w
spadku jakiś defekt: Armando jest ekspertem fotografii i wierzy, że jest
prawowitym cesarzem Meksyku, Tobias to historyk oraz schizofrenik, Ivy cierpi
na trypofobię i jest ekspertką z zakresu kinezyki, a Ngozi ma mizofobię i jest
technikiem kryminalistyki. Jak widać to nie Stephen jest tu wariatem… ale wkrótce
może się nim stać, bo opanowanie tych wszystkich halucynacji robi się coraz
trudniejsze.
Sam główny bohater został trochę przytłoczony przez swoje aspekty i stał gdzieś z
boku. To one grały pierwsze skrzypce i były mózgiem operacji, a bez nich
Stephen czuł się zagubiony i niekompletny. Aczkolwiek czuć było, że coś za tym
stoi, że autor ma wyjaśnienie, ale na chwilę obecną nie chce go zdradzać. Wokół
Stephena nawarstwia się coraz więcej niewiadomych – co doprowadziło do tego, że
wymyślił aspekty? Jak wyglądała jego przeszłość? Sanderson nie odpowiedział na
żadne z tych pytań, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejne epizody.
Książka składa się z dwóch osobnych opowiadań, a raczej spraw kryminalnych których podejmuje się bohater. Mają one w sobie szczyptę fantastyki, ale trzeba przyznać, że jak na Sandersona, to jest jej wyjątkowo niewiele. Książka osadzona jest w czasach współczesnych i skupia się na machlojkach korporacyjnych gigantów. Autor niezwykle zgrabnie poprowadził obie sprawy, ale muszę przyznać, że nie były one bardzo zaskakujące.
Jednak największym minusem
tej cieniutkiej książeczki jest to, że składa się tylko z dwóch epizodów, co
pozostawiło ogromny niedosyt. Chcę więcej! Połączenie kryminału, sensacji i fantastyki
ze szczyptą świetnego humoru dało mieszankę wybuchową, a Stephen ze swoją
wieloraką osobowością jest materiałem na świetny cykl.
0 komentarze